w

LOLLOL OMGOMG SuperSuper

Bitcoin i regulacje prawne

Bitcoin

Kwestia tego jak należy traktować wirtualne waluty, takie jak Bitcoin to jeden z najbardziej skomplikowanych i złożonych problemów przed którymi stoi obecnie sektor zajmujący się regulacją handlu w internecie. Kiedy Bitcoin po raz pierwszy dotarł do szerszego grona odbiorców w połowie 2011 roku, nigdy przedtem nie istniał cyfrowy towar o konkretnej rynkowej wartości, nie podlegający pod regulację żadnemu organowi centralnemu. Owszem istniały nienamacalne dobra występujące jedynie w cyfrowej postaci, takie jak wirtualna waluta w grach wideo oraz adres IP, jednak zasadniczą cechą wspólną tych dóbr było to, że zawsze istniała instytucja lub organ, który sprawował kontrolę nad całym systemem. Nawet sam internet, który jest powszechnie uznawany jako zdecentralizowany ma własne adresy Ipv4 będące pod kontrolą Internet Assigned Numbers Authority. Jako rezultat wszelkie prawa które usiłowały regulować i odnosić się do elektronicznych walut najczęściej opierały się i odnosiły do „centralnego emitenta”, który miał wszelkie niezbędne środki do blokowania użytkowników lub modyfikowania bilansu ich kont w razie potrzeby. Do momentu kiedy taki emitent istniał, prawo było łatwe w egzekwowaniu.

Kiedy w 2007 świat obiegła informacja, że wirtualny świat Second Life wraz ze swoją walutą, Linden dollars, były wykorzystywane do nielegalnego hazardu oraz prania brudnych pieniędzy, firma Linden Labs miała wszelkie niezbędne środki aby ukrócić ten proceder. Korzystając z prawników oraz sprawowanej kontroli nad walutą Linden dollars w lipcu 2007 roku, firma Linden zablokowała możliwość uprawiania hazardu w grze, którą stworzyli. Ponadto firma podniosła zakres i stopień monitorowania zachowań ludzi kupujących i sprzedających Linden dollars w myśl zapewnienia zgodności z prawem regulującym proceder prania brudnych pieniędzy. W ten sposób prawne wątpliwości co do legalności i uwarunkowań dotyczących wirtualnej waluty Second Life zostały rozwiązane.

W przypadku Bitcoin sprawy prezentują się nieco inaczej ponieważ waluta nie ma żadnego centralnego organu ani jakiejkolwiek instytucji sprawującej nad nią kontroli. Nawet Bitcoin Foundation, grupa zrzeszająca programistów pracujących wokół systemu Bitcoin, stworzona na podobieństwo Linux Foundation w celu standaryzacji, ochrony oraz promowania Bitcoin, nie ma wpływu na protokół oraz sposób w jaki funkcjonuje system poza możliwością wywierania wpływu oraz przedstawiania sugestii aby przekonać górników oraz użytkowników do przyjęcia proponowanych zmian. Jeżeli rząd zechce wprowadzić regulacje dotyczące użytkowania Bitcoin i ustosunkować go prawnie aby funkcjonował w zgodności z obecnymi zapisami odnoszącymi się do hazardu oraz rezolucji zapobiegających procederowi prania brudnych pieniędzy, trudno powiedzieć względem jakiego organu te prawa egzekwować. Niektórzy wierzą, że nie ma takiej jednostki, która byłaby odpowiedzialna, inni natomiast obawiają się, że jedynym wyjściem jest egzekwowanie przyszłych prawnych regulacji systemu w odniesieniu do wszystkich osób korzystających z systemu Bitcoin. Obawy z pewnością wynikają z tego, że w tym wypadku każdy kto wymieniałby bitmonety lub nawet brał udział lub korzystał z sieci Bitcoin, mógłby stać się winnym wspierania działań osób korzystających z systemu Bitcoin w celu maskowania i ukrywania funduszy pozyskanych w wyniku handlu narkotykami oraz prania brudnych pieniędzy. W rzeczywistości właściwa odpowiedź nie jest tak prosta jak żadna z wyżej wymienionych. Jedna z analiz dotyczących aspektów związanych z legalnością Bitcoin została przedstawiona w 2012 roku przez Nikolei Kaplanov’a, gdzie jej autor dokonuje podziału użytkowników systemu Bitcoin na trzy kategorie: zwykłych użytkowników, górników emitujących bitmonety oraz użytkowników wymieniających walutę.

Kaplanov wierzy, że zwykli użytkownicy nie podlegają żadnym regulacjom, przynajmniej w Stanach Zjednoczonych. W sekcji 18 rozdziału 1957 rezolucji zawartej w dokumencie United States Code, osoba dopuszczająca się prania brudnych pieniędzy określana jest jako ktoś kto „umyślnie angażuje się lub usiłuje wziąć udział w transakcji pieniężnej której przedmiotem jest własność uzyskana w wyniku przestępczej działalności, o wartości przekraczającej 10,000 dolarów oraz pochodzi z określonej nielegalnej aktywności”. Kaplanov zauważa, że „przeciętny użytkownik bitcoin bierze udział w transakcjach opiewających na znacznie mniejsze sumy niż 10,000 dolarów i ma bardzo znikome pojęcie o tym w jakich transakcjach obracane były bitmonety, których używał on sam i z których uprzednio korzystali inni użytkownicy sieci oraz w jaki sposób je otrzymali”.

Jeśli chodzi o użytkowników wydobywających bitmonety, sprawa jest bardziej skomplikowana. Tego typu użytkownicy, jak zaznacza Kaplanov „generują bloki oraz ich łańcuchy które umożliwiają przetwarzanie oraz weryfikowanie transakcji w systemie Bitcoin. W zamian za to system nagradza górników przydzielając bitmonety za ich wkład i wysiłki. Tego typu aktywność z pewnością może być sklasyfikowana jako czynność przynosząca konkretny zysk, a przez niektórych obecnie traktowana jest jako biznes”. Dlatego też użytkownicy wydobywający bitcoin mogą zostać potencjalnie sklasyfikowani jako podmiot przekazujący pieniądze o charakterze biznesowym. W takim wypadku sąd teoretycznie może zinterpretować zapisy prawne jako, że tzw. bitcoin mining wymaga odpowiedniej licencji przyznawanej podmiotom przekazującym pieniądze. Jednak i w tym przypadku Kaplanov potrafi wskazać odpowiednią sprawę która udowadnia, że użytkownicy tej kategorii mogą czuć się bezpiecznie. W swojej analizie przytacza sprawę sądową pomiędzy rządem Stanów Zjednoczonych, a Talebnejad.

Otóż sąd oznajmił że dopóki od rządu wymagane było oskarżenie i udowodnienie obowiązku do uzyskania odpowiedniej licencji, „każdy kto uczestniczył w nielicencjonowanym biznesie przekazującym pieniądze mógł być skazany w myśl zapisu §1960”. To w istocie jest nieodpowiednia interpretacja zapisów statutu. Sekcja 1960(b)(1)(A) dotyczy jedynie tych, którzy „przeprowadzają, kontrolują, zarządzają, nadzorują, kierują lub są właścicielem” biznesu zajmującego się przekazywaniem pieniędzy bez odpowiedniej licencji, jednocześnie będąc świadomym tego, że jest to karalne. Odpowiedzialność karna jest dlatego egzekwowana jedynie w stosunku do tych, którzy w znacznym stopniu kierują tego typu operacją.

Jak pisze Kaplanov, indywidualny górnik nie przeprowadza, nie zarządza ani nie sprawuje żadnej kontroli nad systemem Bitcoin w jakikolwiek sposób. Raczej po prostu działa zgodnie z protokołem i otrzymuje za to nieregularną zapłatę, przez podmiot, który sam w sobie nie jest regulowany, gdyż nie figuruje w żadnych zapisach prawnych. Bitcoin jest czasami porównywany do zagranicznego konta bankowego, jednak również i to określenie nie nosi ze sobą żadnej wartości prawnej. Jak Kaplanov zaznacza „głównym założeniem banku podlegającego zarówno prawu federalnemu jaki i stanowemu jest (1)instytucją która (2)przyjmuje depozyty oraz (3)świadczy pożyczki”. Systemowi Bitcoin nie można przypisać żadnego z tych trzech kryteriów.

Ze względu na unikalną cechę systemu Bitcoin jaką jest całkowita decentralizacja, nie ma żadnego podmiotu do którego mógłby się ustosunkować sąd i wobec którego egzekwować zapisy prawne. Złożoność systemu nie pozwala odwołać się w myśl istniejącego prawa przeciwko jakiejkolwiek z części wchodzącej w skład rozbudowanej i rozproszonej sieci Bitcoin. Nawet wartość samej waluty nie pochodzi od instytucji i nie wyraża żadnej realnej wartości, a traktowana jest raczej jako rodzaj nowo powstającego typu własności.

Mimo tego, że powyższa analiza może wskazywać na to, że uczestnictwo w sieci Bitcoin samo w sobie jest niemal w zupełności legalne, nadal pozostają dwa nurtujące pytania które wymagają odpowiedzi. Pierwsze z nich dotyczy samej natury i tego czym właściwie jest Bitcoin; jak powinien zostać sklasyfikowany; jako elektroniczna waluta, token lub nowy typ własności. Drugie z pytań porusza kwestie związane ze statusem prawnym giełd umożliwiających wymianę walut.

Odpowiedź na drugie pytanie jest niestety bardziej kłopotliwa niż na pierwsze ponieważ giełdy przeprowadzają operacje finansowe nie tylko bitcoinami, ale również tradycyjną walutą objętą szeregiem regulacji prawnych oraz w przeciwieństwie do samej sieci Bitcoin, są instytucjami scentralizowanymi, jak się okazuje mogą być podmiotem podlegającym regulacjom.

Na wiosnę 2011 roku, podczas gdy Bitcoin po raz pierwszy zaczął być obiektem zainteresowania mediów mainstream’owych, najbardziej popularna giełda Bitcoin, MtGox, powoli zaczęła wdrażać nową politykę prywatności opartą m.in. na regulacjach zapobiegających praniu brudnych pieniędzy (ang. AML – Anti-Money-Laundering) za pomocą weryfikacji tożsamości (ID verification). Po czerwcu 2011 roku, kiedy to uwaga mediów skierowana była tym razem w dużej mierze na serwis SilkRoad, będący czarnym rynkiem działającym w anonimowej sieci Tor oraz korzystający z systemu płatności Bitcoin, obostrzenia jakie zaczął nakładać MtGox na swoich użytkowników zaczęły być przyjmowane również przez inne, konkurencyjne giełdy online. Mimo wszystko istniały ograniczenia co do tego jak daleko tego typu regulacje mogą sięgać. Nadal możliwe jest posiadanie anonimowego konta MtGox jeśli miesięczny obrót na koncie nie przekroczy limitu 10,000 dolarów. Istnieją jednak nieliczne wyjątki, kiedy to regulacje AML i wiążąca się z tym weryfikacja tożsamości obejmuje również konta o małym obrocie miesięcznym, jeśli system giełdy wykryje, że logowano się na konto za pośrednictwem serwisów zapewniających anonimowość, takich jak prywatne sieci wirtualne lub sieć Tor.

Mimo wszystko ostatnio pojawiły się oznaki wskazujące na to, że giełdy Bitcoin objęte są znacznie dalej sięgającymi regulacjami niż wydawać by się mogło na pierwszy rzut oka. Pod koniec 2001 roku, MtGox utracił kontrolę nad swoim kontem bankowym ulokowanym we Francji ponieważ kontrolujący je bank Credit Industrial et Commercial, podejrzewał, że MtGox wykonywał operacje finansowe bez niezbędnych licencji. Po serii rozpraw sądowych MtGox został zmuszony do przeniesienia zaplecza finansowego poza granice Francji. W związku z tym 21 października zarząd MtGox wystosował oświadczenie o następującej treści:

„Podczas gdy Bitcoin na szczeblu europejskim jak na razie nie został bezpośrednio dotknięty tą decyzją, Bank de France (centralny bank francuski) potwierdził, że ze względu na objęcie transferów pieniężnych wykonywanych przez osobny podmiot regulacjami i wymogiem posiadania odpowiedniej licencji, tego typu operacje mogą być wykonywane jedynie przez instytucje takie jak banki oraz serwisy przeprowadzające płatności (Payment Service companies). Ta decyzja zmusiła nas do znalezienia w europie innych partnerów , którzy pozwolą nam na przeprowadzanie dla naszych klientów wszystkich transakcji w walucie euro w trybie natychmiastowym.”

MtGox przeniosło się do Wielkiej Brytanii, gdzie otworzyło konto bankowe w Barclay’s, jednak wkrótce potem, i ono zostało zamknięte, a giełda po raz kolejny zmuszona była do przenosin, tym razem do Polski, gdzie jej konto bankowe istnieje do dzisiaj. Jest to możliwe jedynie dzięki temu, że w Polsce jak dotąd organy regulujące kwestie związane z tego typu operacjami finansowymi nie odniosły się jeszcze do tej kwestii w zapisach prawnych. David Francois, właściciel francuskiej giełdy Bitcoin Central do problemów MtGox odniósł się w następujący sposób: „okresowa relokacja kont bankowych może być odpowiednią strategią i rozwiązaniem problemu.”

We wrześniu pojawił się kolejny aspekt związany z legalnością Bitcoin: jak w świetle prawa powinny być traktowane transakcje Bitcoin? Ekonomia Bitcoin skupia wokół siebie wiele różnorakich rynków nie wyłączając tych związanych z hazardem, platformami margin trading, forex oraz rynkami przypominającymi swoją formą i funkcjonowaniem giełdę akcji. Każda z tych usług podlega wysokim rygorom prawnym oraz regulacjom wymagającym posiadania niezwykle kosztownych i trudnych do uzyskania licencji. Należy mieć na uwadze, że regulacje prawne dotyczą jedynie obrotu walutami i instrumentami finansowymi. Jednak jak niektórzy twierdzą w przypadku Bitcoin na chwilę obecną tego typu operacje wydają się być całkowicie legalne.

Podstawowa kwestia do której należałoby się odnieść w tym przypadku ma naturę zarówno filozoficzną jak i prawną, a brzmi ona następująco: czy bitcoin to w rzeczywistości pieniądz? Na świecie istnieje wiele zapisów prawnych definiujących elektroniczne waluty w odniesieniu do możliwości ich wymiany na tradycyjny pieniądz. Na przykład według dyrektywy wydanej w 2009 roku przez Europejską Komisję „pieniądz elektroniczny oznacza wartość pieniężną przechowywaną elektronicznie, w tym magnetycznie, stanowiącą prawo do roszczenia wobec emitenta, która jest emitowana w zamian za środki pieniężne w celu dokonywania transakcji płatniczych określonych w art. 4 pkt 5 dyrektywy 2007/64/WE i akceptowana przez osoby fizyczne lub prawne inne niż emitent pieniądza elektronicznego;”

Należy pamiętać, że Bitcoin nie jest wartością pieniężną stanowiącą prawo do roszczenia wobec jakiegokolwiek emitenta, gdyż takiego emitenta po prostu nie ma. Bitmonety są dowodem wykonania określonej pracy przez komputer i jak wspomniano wyżej, nie posiadają żadnego emitenta.

Dlatego Bitmonety można porównać do amuletów i innych wirtualnych dóbr dostępnych w grach wideo typu MMORPG działających w sieci P2P. Podobny typ własności wirtualnej zdobywana jest przez użytkownika sieci za wykonaną pracę przez jego komputer oraz w zależności od jego umiejętności mobilnych i zdolności umysłowych. Każdego gracza komputerowego można określić mianem bitcoin miner’a, który jest użytkownikiem sieci dla czystej przyjemności lub rozrywki. Może też umyślnie przechodzić kolejne etapy gry jedynie w celach zarobkowych mając na uwadze, że zdobyte „artefakty” podczas rozgrywki sprzeda innym użytkownikom dostrzegającym ich wartość, gdyż mogą im stać się przydatne w celu dalszego rozwoju postaci.

W przeciwieństwie do innych elektronicznych „walut”, takich jak WebMoney, PayPal oraz e-gold, Bitcoin jest walutą samą w sobie; w żaden sposób nie ma gwarantowanej ceny ani zapewnionej wartości przez jakiegokolwiek emitenta. Dziś może być wart 120 złotych, jutro teoretycznie rzecz biorąc 12 groszy lub 1200 PLN. Jak wielu wskazuje – ponieważ Bitcoin nie ma gwarantowanej wartości, serwisy takie jak giełdy walutowe oraz serwisy o przeznaczeniu hazardowym, będące często nielegalne przy rozliczeniach w dolarach – w przypadku korzystania z bitmonet nie podlegają jakimkolwiek regulacjom. To przekonanie sporej grupy użytkowników Bitcoin wynika z tego, że bitmonety, z prawnego punktu widzenia, są niczym innym jak odpowiednikiem pieniędzy stosowanych w grach typu monopoly lub eurobusiness, a ich wartość jest umowna.

Wiele osób wychodzi z założenia, ze Bitcoin znalazł zastosowanie jako waluta zupełnie przypadkowo i gdyby nie ogólnoświatowy kryzys, jego wykorzystanie mogłoby być zupełnie inne, gdyż sam protokół daje nieograniczone możliwości i funkcjonalności. Nie wiadomo jaki był prawdziwy zamysł Satoshi Nakamoto, który uważany jest za twórcę systemu. Bitcoin równie dobrze może być wykorzystywany jako zintegrowany system głosowania  przy okazji wyborów prezydenckich lub parlamentarnych. W gruncie rzeczy Bitcoin jest narzędziem do utrzymywania zsynchronizowanej i zdecentralizowanej, publicznej bazy danych o globalnym zasięgu.

Czy Bitcoin jest walutą? Tony Gallippi, założyciel BitPay odpowiada w następujący sposób: ‚owszem, czasami, z tego założenia wychodzi obecnie większość osób. Jednak Bitcoin może równie dobrze pełnić inne funkcje. Czy Bitcoin można traktować jako rejestr księgowy? Absolutnie. Czy Bitcoin to system barterowy? Być może. Czy Bitcoin jest swoistą bazą danych praw własności? Owszem, jest. Bitcoin może być również wykorzystywany w wielu innych celach.”

Niektóre ze wspomnianych zastosowań stają się obecnie zauważalne; Namecoin, alternatywna kryptowaluta, podobna do Bitcoin, korzysta z podobnego publicznego łańcucha bloków, jako sposób na śledzenie własności konkretnych domen. Pojawiły się również inicjatywy mające na celu wykorzystanie łańcucha bloków do przechowywania wiadomości. Jak zauważa Gallippi, w przypadku gdy Bitcoin zostanie uregulowany jako waluta „inne zastosowania systemu zostaną najprawdopodobniej porzucone.”

Argument oparty na założeniu, ze wirtualna własność nie jest realną własnością przez co nie można rościć sobie do niej praw wydaje się być odstraszająca. Zarówno na świecie jak i w Polsce były przypadki kiedy to sąd zawiesił postępowanie prawne przeciwko sprawom związanym z kradzieżą wirtualnej własności występującej pod postaciami amuletów, zbroi lub pojazdów kosmicznych występujących w grach komputerowych, reprezentującą realną wartość jedynie wśród jej użytkowników. Tego typy incydenty miały miejsce w szczególności w przypadku gier MMORPG, które często nieumyślnie wytwarzają odrębny rynek obrotu wirtualnych towarów, mających wartość jedynie w hermetycznym środowisku graczy. W 2007 roku holenderski sąd skazał dwóch niepełnoletnich za kradzież wirtualnych przedmiotów pochodzących z gry RuneScape. Dwóch nastolatków (w wieku 15 i 14 lat) zmusiło 13-letniego kolegę do przekazania im wirtualnej maski i naszyjnika. Sąd odrzucił wniosek o traktowanie występku jako kradzież, jednak podejrzani nie uniknęli kary i decyzją sądu zostali skazani na pracę w czynie społecznym. Starszy musiał odpracować 200 godzin, a młodszy 160. Znacznie bardziej tragiczne zakończenie miała kradzież wirtualnego przedmiotu w Chinach, gdzie w 2005 r. wirtualny miecz stał się przyczyną mordu. W popularnej grze internetowej Legend of Mir 3 jeden z graczy pożyczył innemu bardzo rzadki miecz mający magiczne właściwości. Jednak ten zamiast oddać go właścicielowi, sprzedał przedmiot za równowartość 870 dolarów. Właściciel miecza zgłosił sprawę na policję, lecz oni umorzyli ją z powodu wirtualnego charakteru przedmiotu. Poszkodowany postanowił wymierzyć sprawiedliwość na własną rękę i w akcie zemsty zadał złodziejowi śmiertelny cios nożem.

Informacja o wirtualnej kradzieży, o ile nie zakończy się tak tragicznie jak opisany powyżej przypadek z Chin, może na początku spowodować uśmiech. Jednak okradzionemu wcale do śmiechu nie jest. Żeby zrozumieć ten problem, wystarczy wejść na internetowy serwis aukcyjny Allegro. Znajduje się tam cała zakładka poświęcona wirtualnym przedmiotom z gier, które często osiągają zaskakująco wysokie ceny.

Argument opowiadający się za tym, że Bitcoin nie jest formą pieniądza został już skonfrontowany z rzeczywistością. Otóż w Niemczech jedna z giełd na zapytanie dotyczące legalnego statusu Bitcoin w odniesieniu do niemieckiej agencji BAFIN, zajmującej się regulacjami finansowymi otrzymała listowną odpowiedź o następującej treści: „Bitcoin nie jest elektronicznym pieniądzem, ani nie może zostać sklasyfikowany jako waluta lub moneta. Jednak może być ujęta jako jednostka konta, będąca instrumentem finansowym rozumianym w myśl zapisu 1Abs 11 prawa bankowego. Jednostki konta są traktowane jako waluty z tym wyjątkiem, ze w przeciwieństwie do walut nie są zaliczane do grona prawnych środków płatniczych. Ta kategoria zawiera jednostki wartości posiadające funkcję prywatnego środka płatniczego np. w przypadku klubów barterowych lub innego typu formy prywatnego pieniądza lub uzupełniających walut, będących w użytkowaniu prywatnych organizacji jako środki płatnicze dla celów rozliczeniowych. Jednak w przypadku gdy bitcoiny same w sobie są przedmiotem operacji handlowych (w przeciwieństwie do ich funkcji jako towaru), powinny podlegać pod kategorię usług finansowych, wymagających pozwolenia. Oczywiście każdy kto zamierza prowadzić usługi finansowe profesjonalnie lub na skalę o takim charakterze, musi posiadać licencję od BAFIN.”

Najwyraźniej instytucje finansowe z Wielkiej Brytanii również wychodzą z podobnego założenia. Właściciel nieistniejącej już giełdy GLBSE, James McCarthy, otrzymał podobną odpowiedź od tamtejszych podmiotów odpowiedzialnych za regulacje finansowe. Mimo tego, że FSA nadal była niepewna co do tego jak należy traktować Bitcoin, McCarthy w wywiadzie stwierdził: „wierzyli, że to co miało miejsce jest objęte odpowiednimi regulacjami.” Spotkania radców prawnych pracujących dla McCarthy’ego z przedstawicielami FSA doprowadziły do ugruntowania przekonania na temat jak powinno rozpatrywać się usługi związane z Bitcoin w świetle prawa. Wychodził z przekonania, że wszystkie giełdy i instytucje oferujące wymianę bitmonet na tradycyjną walutę są nielegalne dopóki nie stosują odpowiedniej polityki prywatności opartej na regulacjach zapobiegających praniu brudnych pieniędzy (ang. AML – Anti-Money-Laundering) za pomocą weryfikacji tożsamości (ID verification) w odniesieniu do wszystkich kont, których bilans przekracza 10,000 dolarów.

Zaraz po tym Europejski Bank Centralny wystosował raport zatytułowany „Virtual Currency Schemes”, w którym odniósł się bezpośrednio do Bitcoin. Raport w wielu aspektach okazał się mieć znacznie bardziej pozytywny wydźwięk, niż jakiekolwiek poprzednie próby i usiłowania instytucji rządowych dotyczące Bitcoin. W tamtym okresie również mainstream’owe media wydawały się patrzeć na Bitcoin bardziej przychylnie. Mimo to w raporcie czytamy: „czasami dzięki wysokiemu stopniowi anonimowości [Bitcoin] określany jest jako dogodna alternatywa w stosunku do tradycyjnego systemu walutowego, dla handlu narkotykami oraz jako odpowiednie narzędzie do prania brudnych pieniędzy… praktycznie te same problemy mogą występować w przypadku korzystania z gotówki.” Pozostała część raportu miała raczej neutralny wydźwięk i opisywała kryptograficzne i ekonomiczne zagadnienia związane z Bitcoin. Raport kończy się następującym stwierdzeniem, opisującym Bitcoin jako „system obarczony dużym ryzykiem w odniesieniu do jego użytkowników z perspektywy finansowej, mogący ulec rozpadowi jeśli ludzie zdecydują się na jego porzucenie, czego nie są w stanie zrobić ze względu na jego płynność.” Ostatnie zdanie raportu brzmi następująco: „w niedalekiej przyszłości należy spodziewać się podjęcia dalszych kroków ze strony innych podmiotów.”

Dla niektórych może to być znakiem, że nadchodzą ciężkie czasy dla użytkowników Bitcoin. Dla innych próby okiełznania systemu to jedynie nieudolne starania nadmiernie ostrożnych regulatorów, i jeśli Bitcoin pokaże się z dobrej strony i zdecydowana większość jego użytkowników będzie korzystać z jego udogodnień w dobrych intencjach, można będzie uniknąć przesadnie uciążliwych regulacji wymierzone w Bitcoin. W tego typu podejście do problemu wierzą twórcy Pyamium, który ostatnio stał się pierwszą na świecie firmą będącą w partnerstwie z Aquoba, usługodawcą przeprowadzającym płatności, podlegającym obowiązującym regulacjom finansowym i działającym w pełni legalnie w porozumieniu z francuskimi instytucjami bankowymi i rządowymi. Aby móc pomyślnie rozpocząć współpracę, prawnicy Paymium spędzili wiele miesięcy na prowadzeniu rozmów z wieloma regulacyjnymi podmiotami aby zyskać sobie ich przychylność, podczas gdy Bitcoin nie zadomowił się jeszcze na dobre we Francji. Mimo tego, że Paymium i jej giełda Bitcoin Central może obecnie na wielu płaszczyznach działać jako bank, nie oznacza to, że dostali oni zielone światło i przyzwolenie ze strony rządowej; podstawy prawne, jak pisze David Francois „były w dużej mierze oparte na spotkaniach z prawnikami i naszym partnerem finansowym” który w momencie zawarcia porozumienia posiadał wszelkie niezbędne licencje, aby operować jako giełda Bitcoin.

Jeśli chodzi o rozmowy z agencjami rządowymi to, jak dodaje Francois, „nikogo nie prosiliśmy o jakiekolwiek pozwolenie, po prostu udaliśmy się i zwróciliśmy do odpowiednich ludzi z zamiarem wytłumaczenia im czym w zasadzie jest Bitcoin i w dlaczego uważamy, że jest wartościowy i godny uwagi. Wysłuchaliśmy również tego co oni mają do powiedzenia. Po prostu staraliśmy się grzecznie i w zrozumiały sposób zaprezentować czym chcemy się zajmować, poniekąd poprzez grzeczność, nie oczekując żadnej formy wyraźnej bądź bezwarunkowej zgody.” Opisując swoje osobiste wrażenia z rozmów ze wspomnianymi organizacjami, Pierre Noizat pisze: „Ludzie z którymi prowadziliśmy rozmowy byli generalnie zaintrygowani koncepcją i gorliwie chcieli dowiedzieć się czegoś więcej. Jak na razie jest za wcześnie aby rozmawiać na temat zmian w obszarze regulacji.”

Legalne aspekty przyjmowania Bitcoin stają się zagadnieniem, które podlega coraz większej dyskusji wśród społeczności Bitcoin. Nejc Kodric pytany o legalny status operacji przeprowadzanych przez należąca do niego giełda online BitStamp, odpowiada, że wkrótce zamierza zwiększyć stopień regulacji którym mają podlegać użytkownicy jego serwisu poprzez wprowadzenie polityki AML (Anti-Money-Laundering) oraz KYC (Know-Your-Customer). Ma to osiągnąć dzięki wprowadzeniu weryfikacji kont użytkowników (w przypadku wystąpienia takiej konieczności) oraz nałożenia na nie limitu wypłat.

Pojawiają się znaki, że wkrótce może dojść do przełomu w regulacjach którym mają podlegać giełdy Bitcoin. Jeśli do tego dojdzie serwisy te będą zmuszone do natychmiastowego wprowadzenia proponowanych aktów prawnych nakładanych ze strony agencji rządowych oraz podmiotów prawnych i instytucji finansowych. Jednak w perspektywie niedawno osiągniętego precedensu i kompromisu przez Bitcoin Central oraz starań innych serwisów Bitcoin, aby działać zgodnie z prawem mimo tego, że nie istnieją konkretne zapisy dotyczące tego zdecentralizowanego systemu, jest nadzieja na to, że w nadchodzących miesiącach przed Bitcoin rozpościera się świetlana przyszłość.

Należy jednak pamiętać, że z prawnego punktu widzenia osiągnięty precedens nie ma wielkiego i przełomowego znaczenia, choć tak początkowo został odebrany przez społeczność Bitcoin. Była to po prostu decyzja podjęta przez prawników prywatnej korporacji która spotkała się z brakiem konkretnych działań i sprzeciwu ze strony podmiotów regulacyjnych Francji. Jednak wieści są na tyle istotne dla publicznego wizerunku Bitcoin, który jawi się teraz znacznie lepiej niż w momencie nagonki mediów na system, który jeszcze niedawno postrzegany był jedynie jako dogodna alternatywa w stosunku do tradycyjnego systemu walutowego, dla handlu narkotykami oraz jako odpowiednie narzędzie do prania brudnych pieniędzy. Droga do szerokiego przyjęcia Bitcoin jest z pewnością jeszcze długa i należy pamiętać, że przychylne podejście podmiotów regulacyjnych do systemu ma kluczowe znaczenie aby przedsiębiorstwa coraz bardziej przekonywały się bardziej do adaptacji tej elektronicznej waluty.

W marcu 2013 roku FinCEN (Sieć do walki z przestępstwami finansowymi) wydał pismo w którym jasno ustosunkowuje się do koncepcji wirtualnych walut. W sekcji dokumentu dotyczącej „zdecentralizowanych walut cyfrowych” można jasno odczytać, że odnosi się ona do projektów kryptowalut podobnych do Bitcoin. Oświadczenie to może wskazywać, iż Bitcoin jest na prostej, lecz nadal wyboistej drodze ku szerszemu przyjęciu. Działające w USA instytucje finansowe są zobowiązane przekazywać do specjalnej bazy danych FinCEN (Financial Crimes Enforcement Network) wszystkie informacje o „podejrzanej działalności klientów”. Obowiązek ten dotyczy ok. 25 tys. podmiotów do których należą m.in.: banki, maklerzy giełdowi, firmy zajmujące się przekazem pieniędzy, a także kasy gier hazardowych. Co roku do bazy FinCen napływa ok. 15 mln zgłoszeń dotyczących transakcji gotówką o wartości przekraczającej 10 tys. dol. oraz podejrzeniach prania brudnych pieniędzy, wyłudzania kredytów, fałszowania pieniędzy czy też włamania do komputerów. Teraz swobodny dostęp do tych zapisów ma tylko FBI. Pozostałe służby specjalne, nawet takie kolosy jak CIA i Agencja Bezpieczeństwa Narodowego, muszą za każdym razem prosić o udostępnienie tych informacji.

Chociaż widzieliśmy już szereg różnorodnych raportów rządowych które po prostu podejmują otwarty dialog o Bitcoin lub stanowią oświadczenie, bądź opinię o jakimś aspekcie wymiany Bitcoin, dotychczas nie pojawiła się żadna publikacja ze strony agencji lub instytucji rządowych będąca rozstrzygającym oświadczeniem dotyczącym cyfrowych walut. Problem jest trudny; prawie wszystkie uwarunkowania prawne, do chwili publikacji FinCEN, w których próbowano uregulować płatności online w jakiejkolwiek formie, każda zakładała istnienie i odnosiła się do centralnego emitenta. W przypadku Bitcoin można przyjąć, że każdy jego użytkownik jest emitentem lub, po prostu takiego emitenta nie ma. Dziś jednak, otrzymaliśmy o wiele jaśniejszy obraz co do tego jak regulacja dla Bitcoin będzie wyglądać i jaką może przyjąć formę.

Pismo zaczyna się od wyznaczenia jasnej definicji czym jest wirtualna waluta: „Przepisy FinCEN określają walutę (czyt. „prawdziwą”,tradycyjną walutę) jako „pieniądz w formie papieru wartościowego lub monety należący do Stanów Zjednoczonych lub jakiegokolwiek innego kraju, w którym jest uznawany i akceptowany jako prawny środek płatniczy, istniejący w obiegu i będący powszechnie i zwyczajowo używany i akceptowany jako środek wymiany w kraju jego emisji. „W przeciwieństwie do prawdziwej waluty, jej „wirtualna” wersja nie posiada statusu prawnego środka płatniczego w jakiejkolwiek jurysdykcji.” W tym momencie następuje podział cyfrowych walut na trzy grupy: e-waluty oraz e-metale szlachetne, scentralizowane cyfrowe waluty oraz zdecentralizowane cyfrowe waluty. Chociaż dokument nie definiuje jawnie czym jest e-waluta ani tego co ją odróżnia od jakiejkolwiek innej wirtualnej waluty, istnieje przypis nasuwający to jak powinien być rozumiany termin e-waluty: „Zazwyczaj wymaga ona udziału sprzedawcy lub pośrednika dystrybuującego cyfrowe certyfikaty poświadczające własność prawdziwej waluty lub metali szlachetnych, przy czym wirtualny certyfikat sam w sobie pełni jednocześnie funkcję wirtualnej waluty.” Zatem e-waluty to zasadniczo certyfikaty poświadczające to, co FinCEN nazywa „prawdziwą” walutą, które to waluty stanowią na świecie prawny środek płatniczy. To prawdopodobnie termin, który ma na celu objęcie swoją definicją wszystkie wirtualne waluty, nie będące żetonami (tokenami) dla „prawdziwej waluty” lub metali szlachetnych tylko walutą samą w sobie. Zapis odnoszący się do zdecentralizowanych walut wirtualnych określa je jako „nie posiadające centralnego emitenta ani administratora, w których posiadanie można wejść dzięki udostępnieniu mocy obliczeniowej komputerów jej użytkowników lub dzięki ich wysiłkowi wytwórczemu.” Bitcoin jest już na celowniku. Co ciekawe, Ripple podlega jedynie pod połowę tej definicji – choć sam Ripple jest zdecentralizowany, a przynajmniej będzie w momencie kiedy raz serwer zostanie zwolniony, wszystkie 100 miliardów XRP które kiedykolwiek będą istnieć zostały już utworzone. Jeśli Ripple się powiedzie, być może FinCEN będzie zmuszony wystosować kolejne oświadczenia wyjaśniając w przeciągu dwóch najbliższych lat.

Dokument opisuje również trzy role które może spełniać użytkownik wirtualnej waluty: użytkownik, handlarz (exchanger) i administrator. Pojęcie administratora jest bardzo wąskie; dokument stwierdza: „Administrator to podmiot gospodarczy zaangażowany w wydawanie (wprowadzania do obrotu) wirtualnej waluty, i ten kto ma prawo do wykupu (wycofania z obiegu) tej wirtualnej waluty” – ostatni warunek w systemie Bitcoin nie może odnosić się do żadnego użytkownika, gdyż Bitcoin nie daje możliwości umorzenia bitmonet w jakikolwiek znaczący sposób; nawet opłaty transakcyjne są natychmiast przesyłane do górnika w kolejnym bloku. Definicja handlarza jest prosta: „handlarz (exchanger) to osoba działająca jako podmiot gospodarczy w zakresie wymiany wirtualnej waluty za prawdziwe waluty, fundusze, lub innee waluty wirtualne.” Natomiast użytkownik to ktoś, kto używa wirtualnych walut do kupna i sprzedaży towarów i usług.

Głównym wnioskiem płynącym z dokumentu, który dotyczy Bitcoin jest, to iż zwykli użytkownicy nie są objęci żadnymi regulacjami ze strony FinCEN. Dokument sugeruje, że „użytkownik, który uzyskuje wymienialną walutę wirtualną i uzywa jej do zakupu prawdziwych lub wirtualnych dóbr lub usług nie podlega regulacjom FinCEN dotyczących MSB (Money Services Businesses – podmiotów gospodarczych oferujących usługi finansowe). Działalnośc tego typu sama w sobie nie zawiera się w definicji usług przesyłania pieniędzy (money transmission services) dlatego nie jest przedmiotem objętym ograniczeniami którym podlega MSB, co w innym przypadku zobowiązywałoby do zgłaszania i raportowania tego typu działalności w rejestrze FinCEN. Treść dokumentu sugeruje również, że regulacje którym podlegają karty prepaid, podarunkowe i tym podobne, nie odnoszą się do osób akceptujących lub transferujących wymienialną wirtualną walutę, gdyż takie osoby nie mogą zostać scharakteryzowane jako dostarczające lub sprzedające karty typu prepaid (przedpłacane), gdyż obostrzenia te występują jedynie w odniesieniu do prawdziwych walut.” Nawet giełdy mogą czuć się bezpiecznie, gdyż nie są przedmiotem regulacji „foreign exchange” obejmujących zestaw zapisów obowiązujących podmioty gospodarcze oferujące usługę wymiany pomiędzy dwoma lub większą ilością walut narodowych.

W dokumencie czytamy:

„Osoba, która tworzy jednostki tej wirtualnej waluty i używa jej do zakupu prawdziwych lub wirtualnych dóbr i usług jest zwykłym użytkownikiem tej waluty i nie podlega regulacjom odnoszących się do podmiotów przekazujących pieniądze (money transmitters). Natomiast osoba, która tworzy jednostki wymienialnej wirtualnej waluty i odsprzedaje te jednostki innej osobie w zamian za prawdziwą walutę lub jej odpowiednik, jest zaangażowana w transfer pieniędzy do innej lokalizacji i dlatego odpowiada jak podmiot przekazujący pieniądze (money transmitter). W dodatku osoba jest wymiennikiem (exchanger) i podmiotem przekazującym pieniądze (money transmitter) jeśli ta osoba przyjmuje tą zdecentralizowaną wymienialną walutę od jednej osoby i przekazuje ją do innej osoby w ramach przyjmowania i przekazywania waluty, funduszy lub innej wartości, która zastępuje walutę.”

Pierwsze dwa zdania wyraźnie odnoszą się do górników/emitentów (miners). Oznaczają one, że górnicy, którzy używają swoich bitmonet w celu kupna towarów lub usług nie podlegają żadnym regulacjom. Jednak górnicy którzy bitmonety sprzedają takim regulacjom już podlegają. Interpretując te słowa dosłownie to oznacza, że górnicy chcący sprzedawać swoje bitmonety będą musieli rejestrować swoją działalność i podporządkować ją regulacjom jakim podlegają obecnie podmioty transferujące pieniądze (money transmitters). Istnieje również inna interpretacja zależna od tego jak interpretować będziemy stwierdzenie „do innej osoby.” Jeff Garzik, programista Bitcoin na forum serwisu Reddit napisał: „W mojej nie-legalnej opinii, wygląda na to, że górnicy mogą czuć się bezpiecznie jeśli wymieniają bitcoin na tradycyjną walutę za pośrednictwem licencjonowanej giełdy bitcoin, lub kupują towary lub usługi za bitmonety, pozostając wewnątrz gospodarki bitcoin.” Może to oznaczać, że stwierdzenie „do innej osoby” może odnosić się do sprzedaży bitmonet bezpośrednio „tuż za rogiem”, i jeśli sprzedaż odbywa się przy pośrednictwie licencjonowanej giełdy, wtedy ta licencja odnosi się i obejmuje obie strony transakcji. Nawet w przypadku gdy pierwsza interpretacja zapisów FinCEN jest właściwa, istnieje prosty sposób na jej obejście. Górnicy (miners) mogą po prostu wydawać swoje oszczędności, co przyczyni się do większej płynności systemu i gospodarki Bitcoin. Na dłuższą metę będzie to sprzyjało jej rozwojowi. W przypadku gdy gospodarka bitcoin nie będzie zaspakajała potrzeb górników, serwisy takie jak BitSpend umożliwiają zakup towarów dostępne jedynie za dolary po przedpłacie w bitmonetach.

Chociaż wymóg posiadania odpowiedniego pozwolenia i licencji egzekwowany w stosunku do podmiotów transferujących pieniądze (money transmitters) jest wysoce problematyczny, w przeważającej części dokumenty wystosowany przez FinCEN jest pozytywnym znakiem dla Bitcoin z jednego prostego powodu: Bitcoin w sposób jasny stał się w zupełności legalnym systemem podlegającym regulacjom prawnym i nie zanosi się na to aby w najbliższym czasie się to zmieniło. Mimo, że dokument nakłada na giełdy Bitcoin znaczne regulacje, wszystko wskazuje na to, że zwykli użytkownicy Bitcoin nie powinni obawiać się restrykcji ze strony rządów. Wiele organizacji dotąd niechętnie podchodziły do systemu Bitcoin lub poddawało w wątpliwość jego status prawny i legalność jego użytkowania. Jednak w momencie gdy kwestie prawne zostały już uregulowane, nie ma żadnych powodów do obaw. Do momentu gdy profil działalności organizacji nie będzie podlegał regulacjom odnoszącym się do podmiotów transferujących pieniądze, zgodnie z nowymi przepisami są obecnie zupełnie bezpieczne.

Podsumowując FinCEN otworzyło właśnie drogę wcześniej niezdecydowanym firmom i organizacjom do eksperymentowania z Bitcoin na znacznie większą skalę.

Co jest niepokojące zanosi się na to, że podmioty i instytucje regulujące, narzucając swoje prawa będą starali się doprowadzić do scentralizowania bitcoin poprzez nadawanie prawa do wydobywania i sprzedaży bitmonet jedynie korporacjom, które stać będzie na zakup farm górniczych (mining rigs) oraz będą mogły sobie pozwolić na pozyskanie kosztownych licencji pozwalających na odsprzedawanie bitmonet.

Co o tym myślisz?

Napisane przez Bitcoiny

Dodaj komentarz

Nie ustawiono klucza aplikacji GIPHY. Sprawdź ustawienia

Jeden komentarz

Bitcoin Laptop

Bitcoin dla zielonych

Konferencja Bitcoin

Konferencja Bitcoin w Toruniu