Co jakiś czas słyszę o metodzie “uśredniania”. Zastanawiam się, co mają w głowie ludzie, którzy postępują w ten sposób. Przecież to jest zupełnie bez sensu. Jeśli kupiłeś krypto, a cena potem spadła i przez to straciłeś, to po prostu straciłeś. Nie ma znaczenia, czy dokupisz potem po niższej cenie, czy nie. To, co zainwestowałeś przedtem, po prostu straciłeś
Jeśli masz wolne środki, to zainwestuj je w tę walutę, która w danym momencie wydaje się najbardziej obiecująca, a nie w tę, której trochę już masz, żeby “uśrednić straty”. To bez znaczenia, czy osiągniesz zysk na tej samej walucie, na której wcześniej straciłeś, czy na innej
Strat nie trzeba odrabiać na tej samej kryptowalucie, na której się je poniosło. Dlatego istnienie pojęcia “uśredniania” jest bez sensu, bo sugeruje, że sam fakt zaistnienia takiego “uśrednienia”, zrehabilitowania poprzedniej kryptowaluty, może być w jakiś sposób korzystny. Nie, to jest bez znaczenia, którą krypto wybierzesz na następną inwestycję


